Pharmaceris T, Sebo - Almond Peel 5% (Krem peelingujący - I stopień złuszczania)

14:06 Pepa 29 Comments

O kosmetykach do cery trądzikowej do niedawna wiedziałam niewiele. Będąc nastolatką miałam to ogromne szczęście, że cieszyłam się ładną cerą bez większych niedoskonałości (pojedynczy pryszcz raz w miesiącu). Oczywiście wtedy tego zupełnie nie doceniałam... Na początku ubiegłego lata gdy broniłam magisterkę na dobre rozregulował mi się cykl. Wahania hormonów spowodowały wysyp pryszczy nie tylko na twarzy, ale także na dekolcie i górnej części pleców. Byłam załamana i próbowałam różnych sposobów, żeby się tego pozbyć. Myślę, że częste zmiany używanych kosmetyków jeszcze bardziej pogorszyły sprawę. Na twarzy w okolicy brody i żuchwy miałam pełno drobnych krostek i bolących, podskórnych gul. Najdziwniejsze było jednak to, że pryszcze zaczęły się pojawiać tam, gdzie nigdy dotąd ich nie miałam: wielkie, bolesne gule między brwiami, na samych łukach brwiowych, na policzkach, skroniach. I ten nieszczęsny dekolt... Wszystkie bardziej wycięte bluzki trafiły na dno szafy, a ja tylko kombinowałam jak to paskudztwo zasłonić. Czytając Wasze blogi dowiedziałam się o serii kosmetyków Parmaceris przeznaczonych do cery trądzikowej. Na początku stycznia będąc w SuperPharmie, skuszona promocją kupiłam krem peelingujący Sebo- Almond Peel 5% - I stopień złuszczania. Jeśli jesteście ciekawe jak się sprawdził, zapraszam do przeczytania mojej opinii. Zużyłam całe opakowanie, starczyło mi ono na 2 miesiące.

Mój rodzaj cery i obietnice producenta
Moja cera jest mieszana, ale nie jakoś bardzo tłusta (o mnie). Standardowo pod koniec dnia lekko świeci mi się czoło i nos. Potrzebuje nawilżenia po umyciu, bo w przeciwnym razie jest nieprzyjemnie ściągnięta. Bałam się kosmetyków z kwasami, bo naczytałam się różnych opinii i wyobrażałam sobie czerwoną, przesuszoną i łuszczącą się skórę.
To dlatego tak długo zwlekałam z zakupem tego kremu. W styczniu byłam już tak zdesperowana, że pomyślałam "a co mi tam, już i tak nie może być gorzej!". Zresztą, obietnice producenta były kuszące...
 Opakowanie, konsystencja, zapach i skład
Krem umieszczono w wygodnym i higienicznym opakowaniu typu airless. Do końca sprawowało się ono bez zarzutu. Jedyny minus to fakt, że nie widzimy ile produktu nam jeszcze zostało. Po naciśnięciu pompki pojawia się nieco wodnista, rzadka emulsja o białym zabarwieniu. Krem pachniał trochę jak kwasek cytrynowy, a po chwili wyczuwałam migdały. Zapach był świeży, nienachalny i w żadnym wypadku mnie nie drażnił.
Na drugim miejscu, zaraz po wodzie, mamy kwas migdałowy. Co mnie zdziwiło, w kremie przeznaczonym do cery trądzikowej znajdował się także silikon. Przyznam szczerze, że w przypadku tego kosmetyku nie analizowałam dokładnie składu. Próbowałam już ratować cerę kosmetykami naturalnymi, unikałam parafiny, silikonów i wszystkiego czego się da i nic mi to nie pomogło. Mam wręcz wrażenie, że jeszcze dodatkowo zaszkodziło. Postanowiłam więc wyluzować i spokojnie testować kosmetyk, obserwując jak działa na moją skórę.
Działanie
Krem gładko rozprowadzał się na skórze i szybko wchłaniał. Przez pierwsze trzy dni przy nakładaniu czułam bardzo delikatne szczypanie, które po chwili ustawało. Rano miałam wrażenie, że moja twarz jest lekko napięta, gładsza a cera jakby trochę rozjaśniona. Czwartego dnia wpadłam w lekką panikę, bo z czterech pryszczy, które miałam na twarzy zrobiło się nagle osiem. Pisałam o tym na moim Facebooku, jednak dziewczyny uspokoiły mnie, że to pozytywny efekt, bo skóra się oczyszcza i radziły, żebym przeczekała i nie odstawiała kremu. Tak też zrobiłam. Po tygodniu przestały już wychodzić nowe niedoskonałości a skóra była lekko zaróżowiona i zaczęła się łuszczyć. Efekt był dużo delikatniejszy niż wyobrażałam to sobie czytając inne opinie. Nie miałam czerwonej facjaty pawiana i złażącej płatami skóry tylko lekko zaróżowione policzki. To, że skóra lekko się łuszczy mogłam zaobserwować dopiero gdy nakładałam podkład i puder. W miarę stosowania kremu pojawiało się na mojej twarzy coraz mniej niedoskonałości. Nie nastąpiło to od razu, wygląd cery poprawiał się stopniowo. Krem nakładałam wieczorem, po dokładnym demakijażu. Zaskoczyło mnie, że moja skóra była po nim nawilżona i przyjemnie ukojona. Spodziewałam się, że będzie wysuszał, a tu spotkała mnie miła niespodzianka. Codziennie rano budziłam się z gładką, aksamitną w dotyku buzią. Po upływie miesiąca poznikały wszystkie grudki i podskórne gule, a pory przestały być tak bardzo widoczne. Oczywiście nadal w pewne dni miesiąca pojawiają się niedoskonałości, ale jest ich mniej- jeden, góra dwa pryszcze zlokalizowane w okolicach brody, a nie jak wcześniej na całej twarzy. Krem stosowałam również przez pierwszy miesiąc na dekolt i plecy. W tym przypadku też zaobserwowałam poprawę, ale nie tak spektakularną jak skóry twarzy. Obecnie na te partie ciała stosuję Effaclar Duo La Roche Posay - w porównaniu do Pharmaceris T 5% jest silniejszy, a to dobrze i źle. Dlaczego? W moim przypadku nie sprawdził się stosowany na twarz, gdyż za bardzo ją wysuszał, ale zadziałał rewelacyjnie na zmiany trądzikowe na dekolcie i plecach. O kremie Effaclar Duo opowiem jednak innym razem, mogę powiedzieć tylko tyle, że bluzki z dekoltem wróciły już do łask, a ja już nie wstydzę się pokazywać w stroju na basenie :)
Podsumowanie
Zalety
  • Działa!!! Ograniczył powstawanie niedoskonałości z niekontrolowanego wysypu do jednej, góra dwóch sztuk raz w miesiącu.
  • Zapobiega dalszemu rozprzestrzenianiu się bakterii.
  • Jest delikatny, nie podrażnia i nie wysusza.
  • Skóra jest przyjemnie gładka, a twarz sprawia wrażenie bardziej wypoczętej i promiennej.
  • Pory są zwężone i dużo mniej widoczne.
  • Wyregulował produkcję sebum.
  • Szybko się wchłania i nie pozostawia filmu na twarzy.
  • Dobrze się rozprowadza i przyjemnie nawilża.
  • Wygodne i higieniczne opakowanie.
  • Delikatny, przyjemny zapach.
  • Cena, która nie zwala z nóg...
  • Dostępność.
Wady
  • Nie widać ile produktu zostało nam do końca.
Ocena
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona działaniem tego kremu! Nie wierzyłam, że jakikolwiek kosmetyk jest w stanie mi pomóc. Codziennie rano spędzałam godzinę nakładając warstwy podkładu i korektora, a i tak twarz wyglądała nieładnie. Czułam się parszywie, czasami aż wstyd mi było pokazywać się wśród ludzi... W tej chwili mam dwa pryszcze- jeden na brodzie, drugi na żuchwie. Pojawiły się przed okresem i już są prawie zagojone. Dwa miesiące temu, zanim zaczęłam stosować co wieczór Pharmaceris T 5%, moja twarz wyglądała inaczej... Gdy dotknęłam brody, pod skórą miałam pełno grudek i bolących gul, które bolały gdy się tylko próbowałam uśmiechnąć. Na środku czoła wyrosła mi ogromna, pulsująca buła, przez którą nie mogłam ruszyć brwiami i miałam wrażenie, że następnego dnia obudzę się jako jednorożec. A teraz? Teraz nareszcie jestem szczęśliwa!!! Nie spędzam godzin na nakładanie i poprawianie "tapety", częściej się uśmiecham, bo już nie przeszkadzają mi te podskórne, boląc pryszcze. Moja samoocena się poprawiła, zaczęłam chodzić na basen, bo teraz nie wstydzę się tak mojej twarzy bez makijażu. Nie spodziewałam się, że aż tak pomoże mi krem, za który zapłaciłam niewiele ponad 30 zł. Teraz gdy kosmetyk się skończył mam tylko nadzieję, że cera faktycznie się wyleczyła i nie nastąpi nawrót.
4,5/5
Rewelacyjny

29 komentarzy:

  1. Nie miałam jeszcze nic z tej firmy :)) P.S. Ale fajnie, że już jesteś na blogu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio taka ładna pogoda, że aż nie chce się włączać komputera tylko ciągnie mnie na dwór na spacery :). Postaram się częściej coś dodawać, ale trochę szwankuje mi laptop... i działa jak chce.

      Usuń
  2. Po Twojej recenzji chyba muszę się spiąć i stosować go regularnie - osobiście posiadam 10% :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślałam o wersji 10% na dekolt jak skończy mi się LRP Effaclar Duo :)

      Usuń
    2. Duo mnie zachwycił ale tylko pierwsze opakowanie, drugie już było takie sobie :(( Nie wiem od czego to zależało.

      Usuń
  3. To miło, że jednak podziałał u Ciebie jak należy ;) Żeby sprawdzić ile jeszcze nam zostało wystarczy zdjąć tą pokrywkę na spodzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo nie wiedziałam! :D Zaraz obejrzę co i jak.

      Usuń
  4. używałam tego mocniejszego. niestety na moją cerę nie pomógł. :( teraż używam kremu z kwasem glikolowym 12%, zobaczymy co z tego wyjdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żeby pomógł :)

      Usuń
  5. Ja ostatnio stosowałam krem z kwasami od Dermedic, ale za bardzo wysuszał moją skórę...z niedoskonałościami od jakiegoś czasu nie mam większych problemów, więc takie silne specyfiki nie są mi potrzebne ;) Teraz stosuje tylko kremy nawilżające ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz szczęście, nie ma nic gorszego niż krosty ech... Ten krem na szczęście nie wysuszał, za to go tak polubiłam :)

      Usuń
  6. Ja nad jego kupnem zastanawiam się od bardzo dawna, fajne że się u Ciebie sprawdził:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Effaclar Duo jest dosyć mocny, więc stosuję go tylko jako preparat punktowy. Jako samodzielny krem zbyt mocno przesuszał mi skórę. Krem Pharmaceris wydaje się być bardzo ciekawy, ale na szczęście w tej chwili moja skóra potrzebuje tylko porządnej dawki nawilżenia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. będę miała go na uwadze jeśli takie niespodzianki mnie zaskoczą,bo to różnie bywa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój brat miał i widziałam efekty, dlatego jesienią sama też się w niego zaopatrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. dziś wzbogaciłam się o peeling enzymatyczny z flosleku, pharmaceris darzę dużą sympatią, może jak skończę zapasy kosmetyczne to wypróbuję ten krem ale kwasy używam raczej w porze zimowej. bo jednak uwrażliwiają na słońce

    OdpowiedzUsuń
  11. mi dziś kosmetyczka podczas zabiegu kawitacyjnego doradziła zakup kremu z pharmaceris

    OdpowiedzUsuń
  12. Jednorożec, haha, ja kiedyś miałam gule po obu stronach czoła to się mąż śmiał, że mi rogi rosną! ;]
    Muszę go kiedyś dorwać i wypróbować na sobie, bo jak na co dzień nie mam problemu z krochami, to raz na dwa miesiące mam wysyp za "wszystkie czasy"

    OdpowiedzUsuń
  13. Super, że się sprawdził! Ja od kilku dni stosuję ten krem ale z 10% zawartością kwasu i już widzę delikatne złuszczanie. Mam nadzieję, że również będę zadowolona z efektów ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Te kremy są naprawdę super. Moja Ania też bardzo lubi kremy Pharmaceris. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w ogóle to cieszę się że wróciłaś na blog. :)

      Usuń
  15. Nigdy o nim nie słyszałam, ale z opisu wynika, że byłby idealny dla mojej cery. Na razie wszystkie problemy załatwiam Effaclarem Duo, ale ostatnio mam wrażenie, że moja cera zaczyna go ignorować, więc może wypróbuję coś nowego. I może skusze się na Pharmaceris.

    OdpowiedzUsuń
  16. W końcu bym musiała się na niego skusić.

    OdpowiedzUsuń
  17. tyle o nim czytam,ze chyba wreszcie sie skuszę :) mimo iż półki już uginaja się od nadmiaru kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
  18. świetnie, że Ci pomógł :) mi na szczęście ten krem nie jest potrzebny, ale w razie czego będę o nim pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Skoro działa na pory, to z chęcią zastosuję go na problematyczną strefę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. fajnie że się sprawdził, ja też bardzo lubię kosmetyki Pharmaceris :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeżeli chodzi o dermokosmetyki to uważam, że Dermika ma świetną linię Pharmateherapy, są tu dostępne kosmetyki dla każdej cery a ich działanie jest wyjątkowo dobre. Uratowałam swoją bardzo suchą, wręcz szorstką skórę serią Hydratic. Powiem tak, warte każdych pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń