Jak powstały bloki z wielkiej płyty?

19:38 Pepa 18 Comments

Osiedla bloków z wielkiej płyty to krajobraz bliski mieszkańcom większości polskich miast. Krajobraz, który obecnie kojarzy się z minioną już epoką PRL. Sama od ponad miesiąca mieszkam znowu w takim bloku. Patrząc przez okno na ścianę sąsiedniego, prawie identycznego budynku zaczęłam się zastanawiać jak to było kiedyś, gdy to osiedle było nowe i pełne pustych mieszkań, do których dopiero mieli się wprowadzić ludzie przyjeżdżający na Śląsk w poszukiwaniu pracy i lepszego życia, zostawiając za sobą wszystko co do tej pory znali. Osiedle, na którym się wychowywałam w większości zamieszkane było przez ludzi napływowych z różnych regionów kraju, takie małe multi-kulti tamtych czasów. Dzieci bawiły się na dworze, siedziały na dworzu albo wychodziły na pole. Jeszcze ciekawiej było, gdy szło się w Wielką Sobotę poświęcić koszyczek. Pamiętam jak zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, że kolega przyniósł do poświęcenia... zapałki. Jego tata, góral spod Nowego Sącza wyjaśnił wtedy, że u nich oprócz pokarmów święciło się jeszcze ogień i wodę. Co region to obyczaj. A obyczaje i sposób bycia przyjezdnych zaczęły się niebawem przenikać tworząc zupełnie nową rzeczywistość.
Wizja ludzi zostawiających swoje domy, ziemie, gospodarstwa i przemierzających kraj z całym swoim dobytkiem by osiąść na stałe w szarych blokach z betonu sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać skąd w ogóle wzięła się idea osiedli z wielkiej płyty. Wtedy z zaskoczeniem odkryłam, że pomysł narodził się (nie, nie w Rosji) w Europie Zachodniej. Prekursorem była Holandia, w której po I wojnie światowej został wybudowany pierwszy taki blok. Potem byli Niemcy, Francuzi, Szwedzi i naturalnie Związek Radziecki, w którym rozwiązanie to zaczęto stosować na masową skalę.
Do Polski wielka płyta dotarła dopiero pod koniec lat 50. Pierwsze bloki uznano za nieudany eksperyment, gdyż według ówczesnej władzy były... zbyt ekskluzywne. Mieszkania wyposażone były w drewniane parkiety i meble kuchenne, co wybitnie nie spodobało się pierwszemu sekretarzowi Władysławowi Gomułce, który wściekły na ówczesnych architektów domagał się wspólnych kuchni i podłóg malowanych farbą. Co ciekawe, Polska była wówczas jedynym na świecie krajem, w którym wyznaczono maksymalną liczbę metrów kwadratowych przypadających na mieszkańca. Nawet w Rosji było odwrotnie, tam obowiązywała norma określająca minimalną powierzchnię mieszkalną dla człowieka. Jeśli w Polsce architekt chociaż o 20 cm przekroczył dopuszczalny limit wielkości lokalu, musiał pisać podania do ministra o zgodę na odstępstwo od normy. W praktyce by uniknąć uciążliwej biurokracji zamiast wykorzystywać dodatkową przestrzeń na powierzchnię mieszkalną poszerzano korytarz. Ograniczeniom nie podlegała z kolei wielkość samych budynków, które miały być wizytówką socjalizmu, więc im potężniejsze tym lepsze. Tak powstały gdańskie Falowce, warszawski Jamnik, wrocławski Mrówkowiec czy katowicka Superjednostka.
Podczas gdy w latach 70 w Europie Zachodniej ostatecznie wycofano się z technologii wielkopłytowej uznając ją za zbyt kosztowną i energochłonną, w Polsce dopiero nastąpił jej rozkwit. Na terenie całego kraju powstawały Fabryki Domów, a nowe osiedla wyrastały jak grzyby po deszczu. Często byle jak i w pośpiechu, co dziś budzi liczne kontrowersje. Budownictwo wielkopłytowe umarło wraz z końcem epoki PRL, w 1989 roku. Jego dalszy rozwój pogrzebało wprowadzenie ostrzejszych wymagań związanych z izolacyjnością cieplną budynków, których nie spełniały żelbetonowe ściany.
Choć osiedla z wielkiej płyty krytykowane są obecnie za swoją brzydotę trzeba przyznać, że w porównaniu ze współcześnie budowanymi mieszkaniami deweloperskimi miały one swoje zalety: odległości między budynkami były stosunkowo duże, budowano place zabaw, zagospodarowywano tereny zielone umieszczając na nich ławki do wypoczynku. Na terenie osiedli funkcjonowały sklepy, punkty usługowe, szkoły, przedszkola i przychodnie. Dbano też o to, żeby wielkopłytowce były dobrze skomunikowane z centrum miasta i zakładami pracy, co niewątpliwie było dużym ułatwieniem na mieszkańców.

Źródło zdjęć: Narodowe Archiwum Cyfrowe, Dziennik Zachodni
Szacuje się, że w blokach z wielkiej płyty żyje obecnie blisko 12 milionów Polaków, czyli jedna trzecia społeczeństwa. W PRL zakładano, że budynki będą stać 50-70 lat, więc teoretycznie wkrótce niektórym z nich minie "data ważności". Za granicą takie osiedla zostały dawno wyburzone lub przeszły gruntowną rewitalizację: wzmocniono konstrukcję, założono zewnętrzne windy i powiększono mieszkania scalając całe kondygnacje lub tworząc lokale dwupoziomowe, dachy zaś zagospodarowano tworząc na nich ogrody. W Polsce państwo niejako pozbyło się problemu sprzedając prawa do własności lokali mieszkańcom. Tymczasem coraz ważniejszym pytaniem staje się w jakim stanie jest i ile jeszcze wytrzyma wielka płyta. Eksperci uspokajają, że bloki mogą jeszcze posłużyć nam ponad 100 lat, o ile zostaną podjęte kroki w kierunku ich modernizacji.

Zobacz także:

18 komentarzy:

  1. Nowe bloki to dla mnie niepraktyczne rozwiązanie. Duża powierzchnia, ale co z tego skoro np. 2 pokoje, do tego salon łączony z kuchnią. Gdy szukaliśmy mieszkania to tylko w starych blokach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w tych nowych osiedlach najbardziej przeraża maksymalna ciasnota. Bloki stoją maksymalnie blisko siebie zasłaniając światło, a z okna widok do pokoju sąsiada. W dodatku zieleni jak na lekarstwo, liczy się tylko to żeby jak najwięcej upchnąć na jak najmniejszej powierzchni i zarobić. Co do wielkiej płyty, to byłaby fajna gdyby o nią dbano. W tej chwili niektóre osiedla czasy świetności mają dawno za sobą. Gdyby doczekały się rewitalizacji, na pewno poprawiłby się krajobraz i komfort życia mieszkańców.

      Usuń
  2. Mega ciekawy artykuł! Nigdy nie mieszkałam w bloku, chyba nawet bym nie potrafiła.
    Mam sporo rodziny w Warszawie. Mój wujek, właściwie wujek Mamy, wprowadzał się do mieszkania na Ursynowie w czasie kiedy powstawało tam jedno z osiedli. Jako człowiek swiatły posiadał kamerę ( taką prakamerę, ale to i tak był szał ;) ). Uwielbiałam oglądac filmy, na których miasto dopiero rosło. Pod kilkoma blokami gliniana droga i pojedyncze auta! Szok. Nie wiem jakie to były lata, nie chcę wprowadzać w błąd, ale dawnooo. Taki film to skarb, gdzieś go warszawska rodzinka posiada na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki film to naprawdę skarb! Jeśli jest na taśmie, trzeba go koniecznie zdigitalizować, żeby się zachował. Moje kasety VHS już są w strasznym stanie i żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej.

      Usuń
    2. Obraz żywcem wyjęty z "Alternatywy 4" :)

      Usuń
  3. Kiedyś mieszkałam w kamienicy zbudowanej "za czasów Hitlera" było przytulnie i blok miał swój urok, jeśli wiesz co mam na myśli ;)
    Od 5 lat mieszkam w "wielkiej płycie" nade mną 10 pięter i żałuję, że kupiłam to mieszkanie... Kiedyś te duże budynki miały klimat, pamiętam jak zazdrościłam koleżankom, bo one były z "osiedla", "z bloków". Teraz mam takie wrażenie, że wraz z upadkiem PRLu ów płyty po prostu straciły ten swój czar. Pozdrawiam!
    P.s Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam takie wrażenie, większość osiedli jest zaniedbana a styropianowe ocieplenia bloków w pstrokatych kolorach swoją estetyką często wołają o pomstę do nieba. Mimo wszystko myślę, że moda na PRL powoli powraca a i świadomość ludzi rośnie. Może wielka płyta doczeka się drugiego życia? Tak jak teraz mieszkanie w kamienicy. Kiedyś narzekano, że węgiel, piece, cegła... a dziś ludzie robią z takich mieszkań piękne apartamenty. I te wysokie pomieszczenia, w których można zrobić antresole! Marzenie!

      Usuń
  4. Też mieszkam w takim bloku, gdzie wchodzi się przez pokój do kuchni. Idiotycznie, ale traktuję to jako aneks kuchenny. Przedpokój wąski jak kiszka nie powiem jaka, a łazienka o dupę rozbić :/ W razie co, jest jeszcze mieszkanko w bloku poniemieckim z cegły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mieszkaniu moich rodziców była akurat kuchnia z osobnym wejściem i duży choć ciemny przedpokój, za to łazienka ledwie mieściła wannę, umywalkę i pralkę (inna rzecz, że w mojej obecnej łazience nawet wanna się nie zmieściła, a jedynie kabina prysznicowa).

      Usuń
    2. U moich rodziców też się wchodzi przez kuchnię, ale sami sobie tak przerobili. Wcześniej kuchnia była w takiej wąskiej kiszce, która teraz jest sypialnią.

      Usuń
  5. Spodobało mi się zdanie "o ile zostaną podjęte kroki w kierunku ich modernizacji". Brzmi dość spychologicznie biorąc pod uage stan niektórych z tych zabudowań. Sama również wychowywałam się w jednym z takich bloków, na katowicki Załężu, jednak u nas byli głównie rodowici Ślązacy, pracownicy hut lub kopalnii, a większość dzieciaków z osiedla chodziło do tej samej podstawówki. Jak ktoś chce sobie przypomnieć (lub dowiedzieć się) jak rynek mieszkaniowy wyglądał w tamtych czasach, polecam serial "Alternatywy 4", który choć prześmiewczo, to jednak dość dokładnie obrazuje tamte realia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba największą spychologią było udostępnienie tych mieszkań do wykupu. Teraz rzekomo nie można przeprowadzać modernizacji ze względu na problem z prawami własnościowymi i koło się zamyka. Młodzi ludzie nie mają gdzie mieszkać, starzy sprzedają kupione za złotówkę lokale za kilkaset tysięcy albo wynajmują mieszkania po babci krojąc odstępne w wysokości pensji miesięcznej jednej osoby. Na zachodzie te bloki są nadal własnością państwa i mieszczą się w nich lokale socjalne, więc nie ma większych przeszkód prawnych żeby je gruntownie modernizować. Ciekawa jestem jak oni to rozwiążą.
      Wczoraj zrobiłam sobie powtórkę z rozrywki i obejrzałam pierwszy odcinek "Przydział", dzisiaj kontynuuję maraton.

      Usuń
  6. zadziwiające jak kiedyś zwracano uwagę na system i przepisy, a człowieka mieli kompletnie gdzieś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te dziwne normy z założenia miały przestrzegać zasady "każdemu po równo", w praktyce często rodziły absurdy...

      Usuń
  7. Sama mieszkam w niskim bloku z wielkiej płyty. Niestety mieszkania deweloperskie są dla mnie niepraktyczne, aby mieć dwa osobne pokoje praktycznie należy kupić mieszkanie z 3 pokojami co znacznie podnosi ich cenę. Coraz częściej słyszę także o niedbałym sposobie ich budowania i problemach, które pojawiają się praktycznie tuż po zamieszkaniu a które powinny pojawić się po 20-30 latach eksplotacji. Szukając mieszkania wiedziałam, że nie chcę mieszkać w wieżowcu lub desce w 20 klatkami, znaleźliśmy mieszkanie w małym bloku, gdzie każdy się zna i mijając serdecznie uśmiecha :D Oczywiście wolałabym mieć nowe mieszkanie lub dom ale czasami trzeba dokonać innego wyboru ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też chciałabym mieć kiedyś dom, ale póki co wystarczyłoby mi małe, stosunkowo niedrogie mieszkanko, które szybko spłacę zamiast zadłużać się na 30 lat kupując wypasiony apartament. Takie mieszkanie po upływie czasu i tak będzie przeżytkiem jak teraz bloki. Kamienice już wracają do łask, więc zmodernizowane bloki mogą być w przyszłości fajną opcją zważywszy na ich położenie często w centrum miasta i dogodny dojazd komunikacją miejską :)

      Usuń
  8. Wujek mojej dziewczyny opowiadał, że w Lublinie na Czechowie stawiali ściany działowe z grubych płyt eternitowych. Straszne i niezdrowe dla tych ludzi. Nie wiem czy coś z tym robią. I dziwić się, że rak rozrasta w nas.

    OdpowiedzUsuń
  9. Super notka! Tez mieszkam w blokowisku, szaro nudno było, ale faktycznie jak patrzę na nowo powstałe mieszkania, ciasne z małą prywatnością to wolę pozostać w czasach PRL-u :) Wow, zaskoczyły mnie zapałki do poświęcenia, zawsze dowiedziałam się czegoś nowego..

    OdpowiedzUsuń