Znalezienie dla mnie odpowiedniego kremu nie jest łatwym zadaniem. Moja cera jest mieszana, ale przy tym bardzo wrażliwa, lekko naczynkowa i skłonna do powstawania niedoskonałości. Nie jest to typowy trądzik młodzieńczy tylko tak zwany hormonalny, który pojawia się zazwyczaj u kobiet po 25 roku życia. Stany zapalne rozlokowane się głównie w okolicach brody i ust, ale czasami przytrafi mi się pojedyncza, bardzo bolesna niespodzianka na czole i wyglądam wtedy jak jednorożec. O kondycji mojej cery decydują głównie wahania hormonów w poszczególnych fazach cyklu, ale używanie odpowiednich kosmetyków w znacznym stopniu pomaga mi problem ujarzmić.

Długo szukałam idealnego kremu na dzień. Na początku kupowałam kosmetyki
czytając recenzje i składy. Niestety, skończyło się wyrzuceniem
pieniędzy w błoto. Później prosiłam o próbki dermokosmetyków w aptekach,
jednak żaden produkt mnie nie przekonał. Pewnego dnia znalazłam w
skrzynce kopertę z klubu Lifestyle, w której były miniaturki żelu i
kremu Avene Cleanance. Po ich przetestowaniu kupiłam pełnowymiarowe wersje kosmetyków. Kremu Avene Cleanance Expert używam od ponad dwóch miesięcy i zdążyłam wyrobić sobie o nim opinię. Zainteresowanych zapraszam do przeczytania recenzji!
Od dłuższego czasu szukam kremu nawilżającego na dzień. Moja cera jest mieszana i skłonna do powstawania niedoskonałości. Przeważnie koncentrują się one w okolicach brody i ust. Krem musi być lekki i nie wymagam od niego żadnych cudów, musi nawilżać i nie pogarszać stanu cery. Tylko tyle, ale okazało się, że znalezienie odpowiedniego produktu jest trudniejsze niż myślałam. Jakiś czas temu na blogach i Wizażu zaczęły się pojawiać bardzo pozytywne recenzje nowego żelu-kremu przeciw niedoskonałościom Sebo Vegetal firmy Yves Rocher. Mimo wątpliwości co do składu, postanowiłam dać mu szansę, skuszona opisem produktu i dodatkowymi promocjami w sklepie internetowym. Jesteście ciekawe jak się sprawdził?
Opis produktu
Żel-krem to sekret gładkiej i równomiernej powierzchni skóry. Absorbuje nadmiar sebum, ściąga pory, wygładza nierówności i nawilża przez 24h. Dzięki formule żelu pozostawia na twarzy uczucie odświeżenia i oddychającej skóry.
Sezon wakacyjny już się zaczął i przed nami całe lato! Nie wiem jak Wy, ale ja planuję po raz pierwszy w życiu pojechać gdzieś pod namiot. Wiadomo, że targanie walizy kosmetyków na taki wyjazd to głupota, więc chcę ograniczyć się do absolutnego minimum. Zresztą nie ważne czy namiot, pensjonat nad Bałtykiem, luksusowy hotel za granicą - zachowanie zdrowego umiaru przy pakowaniu się jest więcej niż wskazane*...
Gdybym miała wybrać tylko jeden kosmetyk... Ok, to zbyt ekstremalna wersja! No więc, gdybym miała wybrać tylko po jednym kosmetyku do makijażu, do pielęgnacji twarzy, do włosów i do ciała, byłyby to:
O kosmetykach do cery trądzikowej do niedawna wiedziałam niewiele. Będąc nastolatką miałam to ogromne szczęście, że cieszyłam się ładną cerą bez większych niedoskonałości (pojedynczy pryszcz raz w miesiącu). Oczywiście wtedy tego zupełnie nie doceniałam... Na początku ubiegłego lata gdy broniłam magisterkę na dobre rozregulował mi się cykl. Wahania hormonów spowodowały wysyp pryszczy nie tylko na twarzy, ale także na dekolcie i górnej części pleców. Byłam załamana i próbowałam różnych sposobów, żeby się tego pozbyć. Myślę, że częste zmiany używanych kosmetyków jeszcze bardziej pogorszyły sprawę. Na twarzy w okolicy brody i żuchwy miałam pełno drobnych krostek i bolących, podskórnych gul. Najdziwniejsze było jednak to, że pryszcze zaczęły się pojawiać tam, gdzie nigdy dotąd ich nie miałam: wielkie, bolesne gule między brwiami, na samych łukach brwiowych, na policzkach, skroniach. I ten nieszczęsny dekolt... Wszystkie bardziej wycięte bluzki trafiły na dno szafy, a ja tylko kombinowałam jak to paskudztwo zasłonić. Czytając Wasze blogi dowiedziałam się o serii kosmetyków Parmaceris przeznaczonych do cery trądzikowej. Na początku stycznia będąc w SuperPharmie, skuszona promocją kupiłam krem peelingujący Sebo- Almond Peel 5% - I stopień złuszczania. Jeśli jesteście ciekawe jak się sprawdził, zapraszam do przeczytania mojej opinii. Zużyłam całe opakowanie, starczyło mi ono na 2 miesiące.
Mój rodzaj cery i obietnice producenta
Moja cera jest mieszana, ale nie jakoś bardzo tłusta (o mnie). Standardowo pod koniec dnia lekko świeci mi się czoło i nos. Potrzebuje nawilżenia po umyciu, bo w przeciwnym razie jest nieprzyjemnie ściągnięta. Bałam się kosmetyków z kwasami, bo naczytałam się różnych opinii i wyobrażałam sobie czerwoną, przesuszoną i łuszczącą się skórę.
Krem Himalaya Herbals był moją nagrodą za wyróżnienie w konkursie fotograficznym "Podziel się uśmiechem". Nie wybrałam go sama, przyszedł do mnie pocztą. Używam go codziennie od prawie dwóch miesięcy. Jesteście ciekawe jak się sprawdził? :)
Pierwsze wrażenie
Po otworzeniu kartonowego pudełeczka moim oczom ukazał się słoiczek wykonany z matowego szkła. Uchyliłam wieczko i rozsmarowałam trochę kremu na dłoni. Spodziewałam się świeżego, ziołowego aromatu, jakichś olejów eterycznych... Rozczarował mnie nijakim zapachem babcinego kremu kupionego w kiosku albo blaszanej budce z kwiatami, chemią i kosmetykami w jednym.